Czasem lubię:
samotne wieczory, z kubkiem herbaty
spacery gdy zimno, i cała moja rodzina ma czerwone nosy
zjeść obiad w zwykłym barze na mieście
przyszyć guzik, który odpadł od koszuli wieki temu
rozwieszać pranie, wtedy najlepiej widzę, jak Młody już urósł i robię się sentymentalna
Bo zwykle:
w samotne wieczory tęsknię
na spacerze, gdy zimno, zazwyczaj jest za zimno
obiad wolę ugotować w domu
guziki zazwyczaj zgubię, zanim zdążę je przyszyć
pranie- najczęściej jest go za dużo do rozwieszenia, i w dodatku wciąż trzeba coś rozwieszać
Lubię też zjeść sałatkę owocową:
Zimowa sałatka owocowa:
2 banany
pomarańcza
3 mandarynka
2 -3 kiwi
sok z cytryny
łyżeczka cukru trzcinowego
Jak mam w domu to dodaję brzoskwinie w puszcze lub ananasy.
Sok cytrynowy mieszam z cukrem. Owoce kroję na dość duże kawałki i zalewam powstałym sosem i tyle.
Ale latem, z owocami sezonowymi sałatka jest dużo lepsza. No cóż - zima.
niedziela, 12 lutego 2012
sobota, 28 stycznia 2012
Na chorobę pasztet jarzynowy
Zapalone gardła i oskrzela. Siedzimy w domu, kichamy, prychamy, kaszlemy - cała trójka. Leczymy się różnymi lekami, sokiem malinowym, czosnkiem, mlekiem i miodem. Jednak wciąż mam wrażenie, że nic nie pomaga. Wpadła M. ze świeżymi zapasami rzeczy niezbędnych do przetrwania weekendu, kolejnego weekendu w domu, a takie piękne słońce na dworze... na dziś myślę, że nawet mróz by mi nie przeszkadzał, gdybym tylko mogła wyjść z domu. No nic, siedzę, z kubkiem herbaty i wyżywam się kulinarnie.
Mam kilka dodatków do Gazety Wyborczej pt. Palce lizać. Dziś wpadł mi w ręce podtytuł "Podroby", a w nim Pasztet jarzynowy. Przeczytałam przepis i coś mi nie grało... ale tak ładnie wyglądał, więc zrobiłam przerabiając punkty, w których błądziłam czytając przepis. Przepis podaję z moimi zmianami.
Pasztet jarzynowy
400 g buraków
400 g marchwi
400 g porów
2 małe cebule
3 łyżki śmietany 18%
4 jajka
2 łyżki masła
5 łyżek mąki razowej
50 g żółtego sera (w przepisie oryginalnym parmezan)
2 łyżki oliwy
1 ząbek czosnku
1/2 łyżeczki imbiru w proszku
1/2 łyżeczki tartej gałki muszkatołowej
sól
pieprz
Warzywa umyłam. Buraki i marchewkę gotowałam w całości - do miękkości, wystudziłam i obrałam. Pora pokroiłam w plasterki i ugotowałam do miękkości, odcedziłam i wystudziłam.
Cebulę i czosnek posiekałam i podsmażyłam na oliwie, przełożyłam do miski, dodałam śmietanę, jajka, mąkę, ser i roztopione masło. Wszystko wymieszałam. Masę podzieliłam na 3 części.
Buraki starłam na tarce, na drobnych oczkach i dodałam do jednej z części masy. Przed połączeniem odlałam trochę wody, która pojawiła się przy tarciu buraków. Doprawiłam solą i pieprzem.
Ugotowanego pora pokroiłam drobno i wymieszałam z drugą częścią masy, dodałam sól, pieprz i gałkę muszkatołową. Marchewkę starłam na drobnych oczkach tarki (też odlałam wodę) i wymieszałam z tzrecią częścią masy. Doprawiłam imbirem, solą i pieprzem.
Formę, keksówkę o długości 32 cm, wyłożyłam folią aluminiową (choć chyba papier byłby lepszy) i wysmarowałam masłem. Ułożyłam 3 warstwy masy: burakową, porową i marchewkową. Formę przykryłam natłuszczoną folią aluminiową i wstawiłam do piekarnika na 180 stopni - na godzinę. Jako, że uznałam, że pasztet potrzebuje jeszcze chwilkę dodałam temperatury do 200 stopni, zdjęłam przykrycie i piekłam 20 minut. Następnie wyłączyłam piekarnik, a pasztet się studził. I wygląda tak:
Mam kilka dodatków do Gazety Wyborczej pt. Palce lizać. Dziś wpadł mi w ręce podtytuł "Podroby", a w nim Pasztet jarzynowy. Przeczytałam przepis i coś mi nie grało... ale tak ładnie wyglądał, więc zrobiłam przerabiając punkty, w których błądziłam czytając przepis. Przepis podaję z moimi zmianami.
Pasztet jarzynowy
400 g buraków
400 g marchwi
400 g porów
2 małe cebule
3 łyżki śmietany 18%
4 jajka
2 łyżki masła
5 łyżek mąki razowej
50 g żółtego sera (w przepisie oryginalnym parmezan)
2 łyżki oliwy
1 ząbek czosnku
1/2 łyżeczki imbiru w proszku
1/2 łyżeczki tartej gałki muszkatołowej
sól
pieprz
Warzywa umyłam. Buraki i marchewkę gotowałam w całości - do miękkości, wystudziłam i obrałam. Pora pokroiłam w plasterki i ugotowałam do miękkości, odcedziłam i wystudziłam.
Cebulę i czosnek posiekałam i podsmażyłam na oliwie, przełożyłam do miski, dodałam śmietanę, jajka, mąkę, ser i roztopione masło. Wszystko wymieszałam. Masę podzieliłam na 3 części.
Buraki starłam na tarce, na drobnych oczkach i dodałam do jednej z części masy. Przed połączeniem odlałam trochę wody, która pojawiła się przy tarciu buraków. Doprawiłam solą i pieprzem.
Ugotowanego pora pokroiłam drobno i wymieszałam z drugą częścią masy, dodałam sól, pieprz i gałkę muszkatołową. Marchewkę starłam na drobnych oczkach tarki (też odlałam wodę) i wymieszałam z tzrecią częścią masy. Doprawiłam imbirem, solą i pieprzem.
Formę, keksówkę o długości 32 cm, wyłożyłam folią aluminiową (choć chyba papier byłby lepszy) i wysmarowałam masłem. Ułożyłam 3 warstwy masy: burakową, porową i marchewkową. Formę przykryłam natłuszczoną folią aluminiową i wstawiłam do piekarnika na 180 stopni - na godzinę. Jako, że uznałam, że pasztet potrzebuje jeszcze chwilkę dodałam temperatury do 200 stopni, zdjęłam przykrycie i piekłam 20 minut. Następnie wyłączyłam piekarnik, a pasztet się studził. I wygląda tak:
niedziela, 8 stycznia 2012
Czasem słońce, czasem deszcz
Nie o filmie z Bollywood będzie mowa, a o moim weekendzie.
Długi weekend oznacza, że tak wiele można zrobić. A w moim przypadku, że tak wiele można nie robić. Można siedzieć w domu, przy kawie, winie, herbacie, kieliszku nalewki przyniesionej przez znajomych, którzy wpadli na obiad. Można nie włączać telewizora, można nie wiedzieć, można nie robić zakupów, można spać, lenić się, gotować, albo nie. Obiad może wyjść, albo "wyjść bokiem", jak moja sobotnia golonka w czerwonym winie - po prostu postanowiła nie wyjść. Młody zajmuje się sobą leżąc na dywanie, mąż gra w gry - jego sprawa, jego weekend.
Na dworze, na Stalowej, czasem słońce czasem deszcz, a nawet śnieg.
Brrr, mi się nie chce wychodzić z domu... dobrze, że nie muszę. A wieczorem na kolację:
kilka pomidorków koktajlowych
kilka łyżeczek serka mascarpone
sól
oliwa
Cukinię kroję na plastry, delikatnie solę. Na patelni rozgrzewam łyżkę oliwy, układam na niej cukinię. Po kilku minutach plastry warzywa przewracam na drugą stronę. Na każdy nakładam łyżeczkę serka mascarpone i pół pomidora koktajlowego. Jeszcze chwilkę podsmażam i gotowe.Można posypać ziołami. Super dodatkiem jest kieliszek wina.
Długi weekend oznacza, że tak wiele można zrobić. A w moim przypadku, że tak wiele można nie robić. Można siedzieć w domu, przy kawie, winie, herbacie, kieliszku nalewki przyniesionej przez znajomych, którzy wpadli na obiad. Można nie włączać telewizora, można nie wiedzieć, można nie robić zakupów, można spać, lenić się, gotować, albo nie. Obiad może wyjść, albo "wyjść bokiem", jak moja sobotnia golonka w czerwonym winie - po prostu postanowiła nie wyjść. Młody zajmuje się sobą leżąc na dywanie, mąż gra w gry - jego sprawa, jego weekend.
Na dworze, na Stalowej, czasem słońce czasem deszcz, a nawet śnieg.
Brrr, mi się nie chce wychodzić z domu... dobrze, że nie muszę. A wieczorem na kolację:
Cukinia z mascarpone i pomidorem:
Pół cukinikilka pomidorków koktajlowych
kilka łyżeczek serka mascarpone
sól
oliwa
Cukinię kroję na plastry, delikatnie solę. Na patelni rozgrzewam łyżkę oliwy, układam na niej cukinię. Po kilku minutach plastry warzywa przewracam na drugą stronę. Na każdy nakładam łyżeczkę serka mascarpone i pół pomidora koktajlowego. Jeszcze chwilkę podsmażam i gotowe.Można posypać ziołami. Super dodatkiem jest kieliszek wina.
piątek, 30 grudnia 2011
Gdy nie ma dzieci w domu - bakłażan
Święta, święta i po świętach. I dobrze. Choć było miło, ale krótko. Teraz idzie nowy rok, nowe wyzwania, dylematy, radości, troski, uśmiechy, nowa wiosna i nowe lato (nie ma się co oszukiwać, to na nie najbardziej czekam). Wyjadam letnie dżemy ze słoików, kończy mi się sok malinowy, ale dzień już coraz dłuższy - codziennie, o sekundy, o minuty, za chwile o godzinę, dwie, trzy...
Zima zatrzymuje mnie w domu. Jak pomyślę, że za chwilę okaże się, że Młody ubrany w siedemdziesiąt siedem ubranek potrzebuje nowej pieluchy, to aż nie chce mi się planować wyjścia. Ale w domu przecież jest tyle spraw do zrobienia.
Ale Młody czasem jedzie do dziadków, na dzień, na dwa, na kilka. Ta chwila, bo to chwila, wtedy należy do nas. Kino, spacer, sen do południa, szlajanie się bez celu jak kiedyś, szybki obiad w bylejakim barze, galerie, wystawy, muzyka na maksa, oddech. Nie... raczej nie wchodzę wtedy do kuchni.
Za to w Centrum Sztuki Współczesnej podziwiam ciasto Karoliny Breguły, które jest częścią polsko-kalingradzkiej wystawy Enklawa. Artystka rozpoczęła swój projekt w Kalingradzie, jako sąsiadka z Warszawy chodziła od drzwi do drzwi... tu prosząc o szklankę mąki... tu o jajko, tu o mleko... Tak jak kiedyś... to idea bardzo mi bliska. Z produktów od kalingradzkich sąsiadów upiekła ciasto... wspólne, sąsiedzkie.
Na kolację jem bakłażana:
Smażony bakłażan z czosnkiem:
1 bakłażan
2 ząbki czosnku
oliwa z oliwek
sól
Bakłażana kroję w plastry, obieram czosnek, jak ma duże ząbki to kroję go na kawałki. Na patelnię (najlepiej grillową) wlewam odrobinę oliwy. Na rozgrzaną oliwę wrzucam czosnek i układam plasterki bakłażana. Obsmażam go z dwóch stron i gotowe. Na szybko, ekstra.
Zima zatrzymuje mnie w domu. Jak pomyślę, że za chwilę okaże się, że Młody ubrany w siedemdziesiąt siedem ubranek potrzebuje nowej pieluchy, to aż nie chce mi się planować wyjścia. Ale w domu przecież jest tyle spraw do zrobienia.
Ale Młody czasem jedzie do dziadków, na dzień, na dwa, na kilka. Ta chwila, bo to chwila, wtedy należy do nas. Kino, spacer, sen do południa, szlajanie się bez celu jak kiedyś, szybki obiad w bylejakim barze, galerie, wystawy, muzyka na maksa, oddech. Nie... raczej nie wchodzę wtedy do kuchni.
Za to w Centrum Sztuki Współczesnej podziwiam ciasto Karoliny Breguły, które jest częścią polsko-kalingradzkiej wystawy Enklawa. Artystka rozpoczęła swój projekt w Kalingradzie, jako sąsiadka z Warszawy chodziła od drzwi do drzwi... tu prosząc o szklankę mąki... tu o jajko, tu o mleko... Tak jak kiedyś... to idea bardzo mi bliska. Z produktów od kalingradzkich sąsiadów upiekła ciasto... wspólne, sąsiedzkie.
Na kolację jem bakłażana:
Smażony bakłażan z czosnkiem:
1 bakłażan
2 ząbki czosnku
oliwa z oliwek
sól
Bakłażana kroję w plastry, obieram czosnek, jak ma duże ząbki to kroję go na kawałki. Na patelnię (najlepiej grillową) wlewam odrobinę oliwy. Na rozgrzaną oliwę wrzucam czosnek i układam plasterki bakłażana. Obsmażam go z dwóch stron i gotowe. Na szybko, ekstra.
niedziela, 20 listopada 2011
W szafie z tortillą
Chciałabym, aby mi się chciało. Cokolwiek. Chciałabym inspiracji, kopa do działania, a dopadła mnie jesień i choroba. Kupiłam dynię, jej kolor ogrzewa dom i nastrój, ale i tak jakoś zimno i źle. W dodatku nie mam w domu tyle gwoździ, ile mi potrzeba do powieszenia obrazków. No nic, jutro zacznie się nowy tydzień.
Zapomniałam, że całkiem niedawno trafiłam na Mariensztat, do miejsca o nazwie Re:forma, na piwo. To miłe miejsce, 3 kroki od Starówki, ale o normalnych cenach. Na ścianach obrazy, a ściany z cegły - nie to nie jest przedwojenna kamienica, to socreal - ale za to jaki klimatyczny. Ten wieczór spędziłam siedząc w szafie -
Dzisiejsza propozycja też na szybko i z niczego, ale dobra.
Tortilla:
Składniki:
6 ziemniaków
2 cebule
pół szklanki np. boczku pokrojonego w kostkę (u mnie mortadela, bo boczku akurat nie było)
3 jajka
sól
tymianek
olej
Ziemniaki obieram i kroję w kostkę, cebulę w plasterki. Na jedną patelnię wlewam sporo oleju i wrzucam ziemniaki pokrojone w kostkę (jak już się skontaktowałam z M., bo od rana nie mogłam, to się dowiedziałam, że ziemniaki powinny być pokrojone w cienkie plasterki). Te ziemniaki gotują się w oleju, trochę je posoliła. Na drugiej patelni podsmażyłam cebulę i mięso - odstawiłam aby wystygły. Ziemniaki gotuję w oleju do miękkości. Jajka rozbełtałam w szklanej misce, doprawiłam solą i tymiankiem. Ugotowane w oleju, i po lekkim przestudzeniu, ziemniaki, cebulę i mięso wrzuciłam do jajek. Powstałą masę wylałam na patelnię. Podsmażyłam z jednej strony i zaczęłam się zastanawiać jak to przekręcić - dobrze, że M. powiedziała "Naszykuj sobie duży talerz". W związku z tym usmażoną z jednej strony tortillę wyjęłam na talerz, nakryłam patelnią i szybko przekręciłam - udało się! Podsmażyłam z drugie strony - moja miała złoty kolor.
Zapomniałam, że całkiem niedawno trafiłam na Mariensztat, do miejsca o nazwie Re:forma, na piwo. To miłe miejsce, 3 kroki od Starówki, ale o normalnych cenach. Na ścianach obrazy, a ściany z cegły - nie to nie jest przedwojenna kamienica, to socreal - ale za to jaki klimatyczny. Ten wieczór spędziłam siedząc w szafie -
Dzisiejsza propozycja też na szybko i z niczego, ale dobra.
Tortilla:
Składniki:
6 ziemniaków
2 cebule
pół szklanki np. boczku pokrojonego w kostkę (u mnie mortadela, bo boczku akurat nie było)
3 jajka
sól
tymianek
olej
Ziemniaki obieram i kroję w kostkę, cebulę w plasterki. Na jedną patelnię wlewam sporo oleju i wrzucam ziemniaki pokrojone w kostkę (jak już się skontaktowałam z M., bo od rana nie mogłam, to się dowiedziałam, że ziemniaki powinny być pokrojone w cienkie plasterki). Te ziemniaki gotują się w oleju, trochę je posoliła. Na drugiej patelni podsmażyłam cebulę i mięso - odstawiłam aby wystygły. Ziemniaki gotuję w oleju do miękkości. Jajka rozbełtałam w szklanej misce, doprawiłam solą i tymiankiem. Ugotowane w oleju, i po lekkim przestudzeniu, ziemniaki, cebulę i mięso wrzuciłam do jajek. Powstałą masę wylałam na patelnię. Podsmażyłam z jednej strony i zaczęłam się zastanawiać jak to przekręcić - dobrze, że M. powiedziała "Naszykuj sobie duży talerz". W związku z tym usmażoną z jednej strony tortillę wyjęłam na talerz, nakryłam patelnią i szybko przekręciłam - udało się! Podsmażyłam z drugie strony - moja miała złoty kolor.
niedziela, 23 października 2011
Wieczór i panie
Piję herbatę z białego porcelanowego kubka. Młody już śpi. Na sekretarzyku piętrzą się wciąż stosy varsavianów i notatki, jeszcze nie mam sił ich sprzątnąć. Zrobiłam i zjadłam dziś ciasto ze śliwkami z kremem pâtissière. Myślałam, że krem jest bardzo trudny do zrobienia i że sobie z nim nie poradzę, ale udało się.
Jest kilka rzeczy które muszę i chcę zrobić. I tak bardzo chcę je zrobić, że nie wiem, od której zacząć, w związku z tym nie robię nic - to bardzo przyjemne zajęcie.
Wróciłam do czytania zwykłych książek. Właśnie bohaterka "Czarnego mleka" odkryła w sobie Mamcię Pudding Ryżowy (część swej osobowości) - uśmiechnęłam się do siebie, bo do mnie moja Mamcia Pudding Ryżowy właśnie wróciła. Wygryzając z pierwszego miejsca Milady Ambicję Czechowską i Pannę Intelektualistkę Cyniczną. Dzisiejszy wieczór spędzę z "Szefem kuchni po godzinach" (Gordon Ramsay).
A gdy królowały moje części osobowości, które za Elif Safak nazwę: Milady Ambicja Czechowska, Panna Intelektualistka Cyniczna i Panna Praktyczna, gotowanie w kuchni na Stalowej też było szybkie i praktyczne.Gotowe ciasto francuski jest genialnym do tego produktem, a w dodatku nadaje potrawie znamion wyszukanego dania.
Koperty z ciasta francuskiego z mięsem i papryką
1 opakowanie gotowego ciasta francuskiego
30 dag mięsa mielonego
1 żółta papryka
1 mała cebula
1 ząbek czosnku
oregano
tymianek
sól i pieprz
Mięso podsmażyłam na patelni. Doprawiłam solą i pieprzem. Paprykę i cebulę obrałam. Obie pokroiłam w drobną kostkę. Dodałam do mięsa, wymieszałam i podsmażyłam wszystko razem. Do tego ząbek czosnku przeciśnięty przez praskę i zioła - do smaku. Tak przygotowany farsz (może być lekko wystudzony) położyłam na ciasto francuskie, które uprzednio rozwinęłam na płasko i pokroiłam na równe kwadraty. Mięsny farsz nakładałam na środek kwadratu, by następnie zawinąć kwadrat jak kopertę - wszystkie rogi kwadratu łączyłam razem - powstawały jakby sakiewki. Tak przygotowane koperty układałam na blaszce do pieczenia i wkładałam do piekarnika - chyba na 15 -20 minut - zgodnie z przepisem na opakowaniu ciasta francuskiego. Papryka nadała mięsu fajny smak, a że była drobno pokrojona to jej skórka w ogóle nie przeszkadzała. Koperty podałam z sałatą z melonem.
Jest kilka rzeczy które muszę i chcę zrobić. I tak bardzo chcę je zrobić, że nie wiem, od której zacząć, w związku z tym nie robię nic - to bardzo przyjemne zajęcie.
Wróciłam do czytania zwykłych książek. Właśnie bohaterka "Czarnego mleka" odkryła w sobie Mamcię Pudding Ryżowy (część swej osobowości) - uśmiechnęłam się do siebie, bo do mnie moja Mamcia Pudding Ryżowy właśnie wróciła. Wygryzając z pierwszego miejsca Milady Ambicję Czechowską i Pannę Intelektualistkę Cyniczną. Dzisiejszy wieczór spędzę z "Szefem kuchni po godzinach" (Gordon Ramsay).
A gdy królowały moje części osobowości, które za Elif Safak nazwę: Milady Ambicja Czechowska, Panna Intelektualistka Cyniczna i Panna Praktyczna, gotowanie w kuchni na Stalowej też było szybkie i praktyczne.Gotowe ciasto francuski jest genialnym do tego produktem, a w dodatku nadaje potrawie znamion wyszukanego dania.
Koperty z ciasta francuskiego z mięsem i papryką
1 opakowanie gotowego ciasta francuskiego
30 dag mięsa mielonego
1 żółta papryka
1 mała cebula
1 ząbek czosnku
oregano
tymianek
sól i pieprz
Mięso podsmażyłam na patelni. Doprawiłam solą i pieprzem. Paprykę i cebulę obrałam. Obie pokroiłam w drobną kostkę. Dodałam do mięsa, wymieszałam i podsmażyłam wszystko razem. Do tego ząbek czosnku przeciśnięty przez praskę i zioła - do smaku. Tak przygotowany farsz (może być lekko wystudzony) położyłam na ciasto francuskie, które uprzednio rozwinęłam na płasko i pokroiłam na równe kwadraty. Mięsny farsz nakładałam na środek kwadratu, by następnie zawinąć kwadrat jak kopertę - wszystkie rogi kwadratu łączyłam razem - powstawały jakby sakiewki. Tak przygotowane koperty układałam na blaszce do pieczenia i wkładałam do piekarnika - chyba na 15 -20 minut - zgodnie z przepisem na opakowaniu ciasta francuskiego. Papryka nadała mięsu fajny smak, a że była drobno pokrojona to jej skórka w ogóle nie przeszkadzała. Koperty podałam z sałatą z melonem.
Jakiś czas temu...
...dokładnie w lutym, lub jego okolicach, było bardzo bardzo zimno. A ja zaczęłam chodzić po Warszawie. 3 swetry, dwie pary rękawiczek, szaliki i czapki nie pomagały, gdy stałam na skrzyżowaniu Freta i Długiej przy najmniejszej posesji w Warszawie i słuchałam o kościołach Nowego Miasta. Im było cieplej, tym było ciekawiej. Temperatura to ważny czynnik, bardzo wpływający na jakoś zwiedzania.
Ale do rzeczy. W owym lutym rozpoczęłam kurs na przewodnika miejskiego po Warszawie. A ostatni tydzień przyniósł jego ukoronowanie w postaci zdanego egzaminu. Udało się. Zajęcia po 4 razy w tygodniu po kilka godzin sprawiły, że wypadłam z blogowego świata. Zwyczajnie zabrakło mi czasu. Przez te kilka miesięcy nie opuściłam jednak kuchni. I tak powstały kolejne słoiki soku malinowego, dwa rodzaje nalewki z pigwy, kilka wariacji na temat potraw z ciastem francuskim... ach za dużo by wymieniać. Niektóre na pewno się jeszcze tu pojawią. Tymczasem zapraszam na wycieczki po Warszawie, jeśli ktoś mimo jesiennej szarugi będzie miał na nie ochotę. A końcowy komunikat dzisiejszego wpisu brzmi: Wracam do kuchni na Stalowej i zapraszam.
Ale do rzeczy. W owym lutym rozpoczęłam kurs na przewodnika miejskiego po Warszawie. A ostatni tydzień przyniósł jego ukoronowanie w postaci zdanego egzaminu. Udało się. Zajęcia po 4 razy w tygodniu po kilka godzin sprawiły, że wypadłam z blogowego świata. Zwyczajnie zabrakło mi czasu. Przez te kilka miesięcy nie opuściłam jednak kuchni. I tak powstały kolejne słoiki soku malinowego, dwa rodzaje nalewki z pigwy, kilka wariacji na temat potraw z ciastem francuskim... ach za dużo by wymieniać. Niektóre na pewno się jeszcze tu pojawią. Tymczasem zapraszam na wycieczki po Warszawie, jeśli ktoś mimo jesiennej szarugi będzie miał na nie ochotę. A końcowy komunikat dzisiejszego wpisu brzmi: Wracam do kuchni na Stalowej i zapraszam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)










