niedziela, 13 maja 2012

Jest taki dzień

wcale nie musi być ciepły ani grudniowy. Zazwyczaj jest to piątek, ale wcale nie musi być piątek. Taki dzień daje mi dużo energii i uśmiechu (z tego, co wiem, nie tylko mi). Ten dzień nie jest związany ani z rodziną, ani z kuchnią. To taki mój dzień, wychodzę...

W torbie butelka wina, czasem coś do jedzenia, czasem ciuchy, innym razem książki kucharskie, a jeszcze innym tylko karta miejska, aby dojechać tam, gdzie jadę. Nie martwię się niczym... tam gdzie jadę czeka mnie gwar, radość, śmiech, trochę zmartwień i kłopotów, zawsze wsparcie, pogaduchy aż do nocy, przy winie, chlebie ze smalcem i ogórkach, które K. przywozi od cioci. Nie umiem policzyć ile nas jest, praskich mam łapiących oddech w babskim towarzystwie. Znamy się lepiej lub gorzej - marudzimy, chwalimy się, narzekamy, śmiejemy się, uczymy od siebie, radzimy się i sobie.

Wracam do domu naładowana, jakby mi ktoś akumulatory wymienił. W głowie pomysły, natchnienie, wiem jak malować kreski na powiekach (dzięki O.), wiem dużo więcej. Dziękuję.

W ostatni piątek do domu przytargałam książkę "Przemytnicy marchewki, groszku i soczewicy". I deszczową sobotę spędziłam w kuchni.To książka pełna fantastycznych przepisów, dla mnie inspiracji.Wpadły mi w oko dwa przepisy - jeden na kotlety z makaronu z dziurką, drugi na zapiekankę z kaszy gryczanej - myślę, że w formie książkowej są pyszne, u mnie w wersji autorskiej, bo niektórych produktów nie było w domu, albo czegoś  było więcej więc do przepisu wpadło.Kotlety z makaron stały się makaronowym omletem z warzywami, a zapiekanka z kaszy gryczanej z selerem zamieniła się w zapiekankę z kaszy gryczanej z porem i pieczarkami.

Makaronowy omlet z warzywami (to przepis dla tych, którzy gotują zawsze za dużo makaronu - czyli dla mnie)
1 szklanka ugotowanego makaronu ( u mnie świderki)
3/4 szklanki startego żółtego sera
1/2 szklanki zielonych oliwek pokrojonych w cienkie plasterki
2 jajka
2-3 łyżki zblanszowanego szpinaku
bazylia
tymianek
oliwa z oliwek

Ugotowany makaron pokroić. Wrzucić do miski wymieszać z serem, oliwkami, szpinakiem, jajkami, ziołami. Patelnie posmarować łyżeczką oliwy i wyłożyć na nią przygotowaną masę. Podsmażyć z jednej strony, a następie przerzucić na drugą - to najtrudniejsza operacja. Ja używam do tego dwóch patelni.

Zapiekanka z kaszy gryczanej
1 szklanka kaszy gryczanej - albo mniej
garść płatków migdałowych
pół pora
1/2 kostki białego sera - u mnie tłusty
duży pomidor bez skórki
5-6 pieczarek pokrojonych w drobna kosteczkę
oliwa z oliwek
sól 
pieprz 
Kaszę gryczaną gotuję -z godnie z przepisem. Keksówkę wysmarowuję oliwą i nakładam do niej kaszę. Na patelni na łyżeczce oliwy podsmażam pieczarki i pokrojonego w półksiężyce pora. Dodaję do nich płatki migdałowe, doprawiam solą i pieprzem. Gdy masa ostygnie mieszam ją z białym serem i nakładam na kaszę, lekko ugniatam. Na górę plasterki pomidora. I do piekarnika na około 20 minut w temperaturze 180 stopni. Podałam z sosem
Sos do zapiekanki:
pół szklanki śmietany
dwie łyżki fety (kartonikowej)
pieprz
garstka kiełków lucerny
garstka kiełków słonecznika - albo jakiś innych.
Sos jest zupełną improwizacją, ale myślę że wyszedł niezły. Kiełki warto pokroić. Wszystkie składniki wymieszać. I już. 


 Trochę się bałagan na stole zrobił, ale przynajmniej było wesoło. Wpadła M. pograć w chińczyka. Ale to T. wygrał tytuł "mistrza Stalowej w chińczyka w miesiącu maju". 

niedziela, 6 maja 2012

Naokoło

Czasem jest taki dzień, że chodzimy naokoło siebie. Wspólna herbata oddzielnie, papieros raz On raz ja, słowa nie złe, ale wypowiedziane w złym momencie. Moje uczucia, jego uczucia, mój czas, jego czas, moje słowa, jego słowa. Intencje - nikt nie ma złych ani ja, ani On. Cisza. Wydzieranie chwil.

Gotuję, sprzątam, piszę, sadzę zioła i kwiatki, wyładowuję emocje, kreuję rzeczywistość codzienności. Dziś  boli mnie pod lewą łopatką - przejdzie. Czekam na wspólną herbatę, grę w kości lub chińczyka, spacer do kuchni na papierosa za rękę i niech mi przeczyta "Politykę" na głos. To za chwilę, może za dwie. Na razie "naokoło siebie".


Wczoraj odebrałam zielone i trochę fioletowego. Potem dokupiłam jeszcze trochę zielonego. I tak w kuchni na Stalowej zagościły szpinak, szpinak francuski, sałaty orientalne i lodowa, szczypiorek, koperek. Dlatego na obiad powstała tarta i sałata.

Tarta ze szpinakiem i indykiem:
30 dkg mięsa z piersi indyka
1/4 l śmietany kremówki
3 jajka
60 dkg świeżego szpinaku
cebula
ciasto francuskie
oliwa
sól
pieprz
gałka muszkatołowa
trochę cukru (zawsze szpinak nim przyprawiam - mniej niż pół łyżeczki)
pomidor (niekoniecznie)

Mięsko kroimy na paseczki, cebulę w kostkę. Razem podsmażamy na patelni. Doprawiamy solą i pieprzem. Szpinak myjemy dokładnie, wrzucamy cały do wrzątku na 3 minuty. Tak zblanszowany szpinak wyjmujemy na deskę, kroimy i wrzucamy na patelnię do mięsa i cebuli. Doprawiam solą, pieprzem, cukrem - można też dodać czosnek. Śmietanę wlewamy do miski, mieszamy z jajkami dodajemy pieprz i gałkę muszkatołową. Ciasto układamy w okrągłej formie - ważne by miało wysokie brzegi. Wkładamy do rozgrzanego piekarnika na około 20 - dobrze jest środek czymś obciążyć (mogą być to specjalne kulki, fasola, a nawet jabłka). Po 20 minutach zdejmujemy obciążenie i pieczemy jeszcze jakieś 3-4 minuty (na kolor - niech złapie trochę kolorków). Na podpieczone ciasto francuskie wykładamy całą masę szpinakowo-mięsną z patelni. Następnie zalewamy masą jajeczno-śmietanową. Na wierzch układamy plasterki pomidora. Wkładamy do piekarnika na około 15 minut - ważne by masa jajeczno-śmietanowo się ścięła. Gotowe.


Do tarty podałam kolejną odsłonę sałaty z truskawkami. Pierwsza sałata z truskawkami tutaj
Sałaty z truskawkami
kilka liści różnych sałata orientalnych
kilka liści sałaty lodowej
szpinak francuski
8 truskawek pokrojonych na ćwiartki
oliwa
sól
pieprz
ocet balsamiczny
Liście sałat myjemy i drzemy na kawałki. Dodajemy pokrojone truskawki. Oliwę, ocet, sól, pieprz mieszamy razem w oddzielnym naczyniu i gotowym sosem zalewamy sałaty - najlepiej świeżo przed podaniem, wtedy liście nie skapcieją i sałaty dalej będą chrupiące.

sobota, 7 kwietnia 2012

Weekend w kolorze świąt

Za oknem wiosny nie widać. Na Stalowej szaro i buro. Dobrze, że w domu tulipany i żonkile.

Świętującym życzę spokojnych, radosnych i wiosennych Świąt. 
A nieświętującym super weekendu w gronie najbliższych. 

W kuchni na Stalowej pachnie sernikiem i jajkami. Zrobiłam już sos, kaczka czeka na pieczenie, nadzienia do jajek gotowe, lista rzeczy pozostałych do zrobienia czeka na wieczór. W tym roku postanowiłam wykorzystać znajome blogi i robię śniadanie pod znakiem blogowo-internetowym.
Jutro na stole:
- jajka od Polki
- sos od truskawkowej Ani
- sernik z Kwestii Smaku z własnymi modyfikacjami

A dodatkowo:
- sałatka makaronowo-brokułowa
- kaczka w pomarańczach
- i obowiązkowo pasztet
Pasztet to wiekowa tradycja w mojej rodzinie. Chyba mogę powiedzieć, że przechodzi z pokolenia na pokolenie. Oczywiście dziś najlepszy wychodzi spod babcinej ręki, ale i mój debiut jest całkiem, całkiem.

Pasztet mięsny:
Składniki:
0,5 kg wołowiny
0,5 kg cielęciny
0,5 kg kurczaka - u mnie udko
0,5 kg podgardla
0,5 kg wieprzowiny
0,3 kg wątróbki
4 marchewki
2 pietruszki
cebula - opalona na palniku
5 ziaren pieprzu
2 listki laurowe
3/4 świeżo startej gałki muszkatołowej
sól do smaku
mielony pieprz do smaku
czerstwa bułka
6 żółtek
6 białek
0,1 kg słoniny
trochę oliwy do wysmarowania blaszek
tarta bułka do obsypania blaszek

Mięso (bez wątróbki) i warzywa wkładamy do garnka pełnego wody, dodajemy pieprz w ziarnach i liść laurowy. Gotujemy 3 godziny. Ugotowane mięso studzimy. Odlewamy do małego garnuszka trochę wody z mięsa i gotujemy w niej wątróbkę (około 20 minut) - studzimy, a w wodzie namaczamy czerstwą bułkę.
Obieramy mięso z kości i chrząstek (tłuszcz zostaje). Warzywa nie są potrzebne jeśli chcemy by pasztet nie zepsuł nam się szybko. Mięso (wątróbkę też) mielimy dwukrotnie w maszynce do mięsa (moja siostra testuje robienie pasztetu w termomiksie - wkrótce się dowiem czy się udało) - razem z mięsem mielimy też namoczoną bułkę.

Do tak powstałej masy dodajemy 6 żółtek. Dokładnie mieszamy i doprawiamy: gałką, pieprzem i solą - masa powinna być odrobinę mocniej przyprawiona od smaku jaki chcemy uzyskać - trochę bardziej słona, trochę bardziej pikantna. 6 białek ubijamy na pianę. I pianę łączymy z mięsną masą - delikatnie. Blaszki na pasztet wykładamy papierem, smarujemy oliwą (lub smalcem). Kroimy słoninę w cienkie paseczki i układamy je na dnie blaszki - co kilka centymetrów. Posypujemy dno blaszki i jej boki bułką tartą - nie za dużo! W tak przygotowanych blaszkach układamy mięsną masę, dokładnie ubijamy - uwaga masa mięsna nie powinna zajmować więcej niż 0,5 - 0,7 wysokości blaszki - pasztet rośnie. Pieczemy w temperaturze 180-220 stopni przez 1,5 godziny. Po godzinie pieczenia pasztet dobrze jest skontrolować.



A w zeszłym roku robiłam takie jajka z migdałami.

niedziela, 11 marca 2012

Gotująca niedziela - poWoli

Poranny spacer po Woli - wcale nie tak powoli, bo wietrznie było - sprawił, że mam cały, długi dzień dla domu i siebie. W garnku pyrkoczą bitki, przy kaloryferze rośnie chleb. Buraki i ziemniaki podgotowane i gotowe do pieczenia. Ciastka owsiane, upieczone wczoraj we współpracy z Młodym, urozmaiciły wolski spacer.

Wola dzielnica pełna kontrastów - zabytkowe kościoły, artystyczne murale, stare zniszczone kamienice i gigantyczne, nowoczesne wieżowce, teren getta i życie kawiarniane. Wkrótce napiszę więcej o Woli - dziś pozostaję z wrażeniami.

A wracając do buraków i ziemniaków - są doskonałym dodatkiem obiadowym - u mnie pieczone:
Kurczak z burakami i ziemniakami:
4 kurze uda
4 buraki
6 ziemniaków
sól
pieprz
tymianek
1-2 łyżki oliwy 
5 ząbków czosnku
Udka nacieramy pieprzem solą i tymiankiem i oliwą  - fajnie jak mogą poleżeć w tej marynacie kilka godzin. Układamy je w żaroodpornym naczyniu z przykrywką i do piekarnika - temperatura 200 stopni pieczemy godzinę. Obok kurczaka układamy obrane 3 ząbki czosnku. W tym czasie myjemy buraki i ziemniaki - gotujemy w oddzielnych garnkach - tak prawie do miękkości. Odcedzamy warzywa i kroimy je na ćwiartki (lub połówki - w zależności od wielkości) posypujemy ziołami i solą, dwa ząbki czosnku wyciskamy wprost na warzywa. Odkrywamy kurczaka i obok niego układamy warzywa. Pieczemy wszystko razem jeszcze 30 minut (już bez przykrycia)- pilnujemy by czosnek się nie spalił!
Doskonale z burakami i ziemniakami sprawdza się dip ziołowy.

Dip ziołowy:
Pół opakowania serka typy Bieluch
Pół opakowania serka typu feta
2 łyżki jogurtu
zioła - tymianek, bazylia, pieprz ziołowy

Wszystkie składniki mieszamy razem. Można dodać różne zioła - co kto lubi. U mnie ostatnio króluje tymianek. Fajnie jak dip zrobiony jest trochę wcześniej - ma wtedy czas aby się przegryzł.

niedziela, 12 lutego 2012

Czasem lubię... bo zwykle nie

Czasem lubię:
samotne wieczory, z kubkiem herbaty
spacery gdy zimno, i cała moja rodzina ma czerwone nosy
zjeść obiad w zwykłym barze na mieście
przyszyć guzik, który odpadł od koszuli wieki temu
rozwieszać pranie, wtedy najlepiej widzę, jak Młody już urósł i robię się sentymentalna

Bo zwykle:
w samotne wieczory tęsknię
na spacerze, gdy zimno, zazwyczaj jest za zimno
obiad wolę ugotować w domu
guziki zazwyczaj zgubię, zanim zdążę je przyszyć
pranie- najczęściej jest go za dużo do rozwieszenia, i w dodatku wciąż trzeba coś rozwieszać

Lubię też zjeść sałatkę owocową:
Zimowa sałatka owocowa:
2 banany
pomarańcza
3 mandarynka
2 -3 kiwi
sok z cytryny
łyżeczka cukru trzcinowego
Jak mam w domu to dodaję brzoskwinie w puszcze lub ananasy.
Sok cytrynowy mieszam z cukrem. Owoce kroję na dość duże kawałki i zalewam powstałym sosem i tyle.
Ale latem, z owocami sezonowymi sałatka jest dużo lepsza. No cóż - zima.

sobota, 28 stycznia 2012

Na chorobę pasztet jarzynowy

Zapalone gardła i oskrzela. Siedzimy w domu, kichamy, prychamy, kaszlemy - cała trójka. Leczymy się różnymi lekami, sokiem malinowym, czosnkiem, mlekiem i miodem. Jednak wciąż mam wrażenie, że nic nie pomaga. Wpadła M. ze świeżymi zapasami rzeczy niezbędnych do przetrwania weekendu, kolejnego weekendu w domu, a takie piękne słońce na dworze... na dziś myślę, że nawet mróz by mi nie przeszkadzał, gdybym tylko mogła wyjść z domu. No nic, siedzę, z kubkiem herbaty i wyżywam się kulinarnie.

Mam kilka dodatków do Gazety Wyborczej pt. Palce lizać. Dziś wpadł mi w ręce podtytuł "Podroby", a w nim Pasztet jarzynowy. Przeczytałam przepis i coś mi nie grało... ale tak ładnie wyglądał, więc zrobiłam przerabiając punkty, w których błądziłam czytając przepis. Przepis podaję z moimi zmianami.
Pasztet jarzynowy
400 g buraków
400 g marchwi
400 g porów
2 małe cebule
3 łyżki śmietany 18%
4 jajka
2 łyżki masła
5 łyżek mąki razowej
50 g żółtego sera (w przepisie oryginalnym parmezan)
2 łyżki oliwy
1 ząbek czosnku
1/2 łyżeczki imbiru w proszku
1/2 łyżeczki tartej gałki muszkatołowej
sól
pieprz
Warzywa umyłam. Buraki i marchewkę gotowałam w całości - do miękkości, wystudziłam i obrałam. Pora pokroiłam w plasterki i ugotowałam do miękkości, odcedziłam i wystudziłam.

Cebulę i czosnek posiekałam i podsmażyłam na oliwie, przełożyłam do miski, dodałam śmietanę, jajka, mąkę, ser i roztopione masło. Wszystko wymieszałam. Masę podzieliłam na 3 części.
Buraki starłam na tarce, na drobnych oczkach i dodałam do jednej z części masy. Przed połączeniem odlałam trochę wody, która pojawiła się przy tarciu buraków. Doprawiłam solą i pieprzem.
Ugotowanego pora pokroiłam drobno i wymieszałam z drugą częścią masy, dodałam sól, pieprz i gałkę muszkatołową. Marchewkę starłam na drobnych oczkach tarki (też odlałam wodę) i wymieszałam z tzrecią częścią masy. Doprawiłam imbirem, solą i pieprzem.

Formę, keksówkę o długości 32 cm, wyłożyłam folią aluminiową (choć chyba papier byłby lepszy) i wysmarowałam masłem. Ułożyłam 3 warstwy masy: burakową, porową i marchewkową. Formę przykryłam natłuszczoną folią aluminiową i wstawiłam do piekarnika na 180 stopni - na godzinę. Jako, że uznałam, że pasztet potrzebuje jeszcze chwilkę dodałam temperatury do 200 stopni, zdjęłam przykrycie i piekłam 20 minut. Następnie wyłączyłam piekarnik, a pasztet się studził. I wygląda tak:

niedziela, 8 stycznia 2012

Czasem słońce, czasem deszcz

Nie o filmie z Bollywood będzie mowa, a o moim weekendzie.

Długi weekend oznacza, że tak wiele można zrobić. A w moim przypadku, że tak wiele można nie robić. Można siedzieć w domu, przy kawie, winie, herbacie, kieliszku nalewki przyniesionej przez znajomych, którzy wpadli na obiad. Można nie włączać telewizora, można nie wiedzieć, można nie robić zakupów, można spać, lenić się, gotować, albo nie. Obiad może wyjść, albo "wyjść bokiem", jak moja sobotnia golonka w czerwonym winie - po prostu postanowiła nie wyjść. Młody zajmuje się sobą leżąc na dywanie, mąż gra w gry - jego sprawa, jego weekend.

Na dworze, na Stalowej, czasem słońce czasem deszcz, a nawet śnieg.
Brrr, mi się nie chce wychodzić z domu... dobrze, że nie muszę. A wieczorem na kolację:
Cukinia z mascarpone i pomidorem:
Pół cukini
kilka pomidorków koktajlowych
kilka łyżeczek serka mascarpone
sól
oliwa
Cukinię kroję na plastry, delikatnie solę. Na patelni rozgrzewam łyżkę oliwy, układam na niej cukinię. Po kilku minutach plastry warzywa przewracam na drugą stronę. Na każdy nakładam łyżeczkę serka mascarpone i pół pomidora koktajlowego. Jeszcze chwilkę podsmażam i gotowe.Można posypać ziołami. Super dodatkiem jest kieliszek wina.

W kuchni na Stalowej

Related Posts with Thumbnails