poniedziałek, 31 maja 2010

Lepiej późno...


Do końca akcji 3 i pół godziny. Co wcale nie przeszkadza mi do niej dołączyć.
Tym razem bez historii. No może tylko wspomnę, że 12 czerwca w ramach Nocy Pragi odbędzie się 5 jubileuszowa edycja akcji Uwolnij Łacha - wymiany ciuchów i innych gadżetów, tym razem na 11 Listopada 22.

A teraz na szybko:
Risotto ze szparagami i kurczakiem:
2 torebki ryżu
kostka rosołowa lub około 1/2 litra rosołku np. warzywnego
pęczek zielonych szparagów
pierś kurczaka
kieliszek białego wytrawnego wina
kostka serka topionego
trochę startego parmezanu

W kubku przygotowuję sobie ciepły rosołek. Ryż wrzucam do garnka i zalewam wodą - tylko tak, żeby cały ryż był mokry. Gotuję, gdy woda odparowuje dolewam rosołek, po troszeczku. Czynność powtarzam do momentu aż ryż będzie gotowy - miękki, ale nie rozgotowany. W ostatniej fazie gotowania ryżu wlewam kieliszek wina i dodaję serek topiony - mieszam wszystko do rozpuszczenia serka. Na patelni smażę pokrojoną w paseczki posoloną pierś kurczaka. Szparagi obieram (nie mogę przekonać się do nieobierania zielonych szparagów) blanszuję i kroję na 1-2 cm kawałki. Do ryżu wrzucam mięso i szparagi oraz trochę startego parmezanu.
Podaję z białym winem.





Ostatnia sobota maja

Dzieją się różne rzeczy. Te dobre, jasne i kolorowe przeplatają się z tymi złymi, czarnymi, w które nie chce się wierzyć. Taki był ostatni weekend. Ciepły i słoneczny, z letnią burzą w niedzielę wieczorem. O smutnych rzeczach nie będę pisała, niestety wszyscy wiemy, że są.

Sobota rozpoczęła się dla mnie bardzo rano, tak sama z siebie, o 7.30 już byłam na nogach. W piekarniku czekał wystudzony biszkopt, w lodówce dwie masy do tortu. Szybko przygotowałam zaczyn na chałkę. Sobota była dniem urodzin, wszystko musiało być gotowe, przed spotkaniem z jubilatami.

Dobrze, że niczego nie pomieszałam. Na pierwszy ogień poszedł tort truskawkowy inspirowany przepisem Asi z Kwestii smaku.

Składniki:
Na biszkopt (tortownica o średnicy około 23 cm):
6 jajek - oddzielnie białka, oddzielnie żółtka
1/2 szklanki cukru
1/2 szklanki cukru pudru
6 czubatych łyżek mąki pszennej (czyli około szklanka)
1 łyżka mąki ziemniaczanej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta soli

Do nasączenia:
16 łyżek białego wina wytrawnego
2 łyżki soku z cytryny
4 łyżki chłodnej herbaty

Masa #1:
1/2 słoika dżemu truskawkowego
1/2 kg truskawek pokrojonych w kostkę

Masa #2:
400 g sera mascarpone
100 g serka białego typu Bieluch, Fresk
1/2 słoika dżemu truskawkowego
cukier puder do smaku
250 ml śmietanki kremówki (30%, ja dałam 36%)

Biszkopt: białka ubiłam w misce na sztywną pianę, dodałam do nich szczyptę soli, stopniowo dosypywałam cukier (oba), cały czas miksując. Następnie pojedynczo dodawałam żółtka. Powoli wsypałam mąki (obie) i proszek do pieczenia. Przez ciągłe miksowanie (ale nie na zbyt dużych obrotach) uzyskałam puszystą masę. Przygotowałam okrągłą formę do pieczenia (wysmarowałam ja delikatnie masłem) i wlałam do niej puchatą masę. Wstawiłam do nagrzanego piekarnika. Piekłam w średniej temperaturze (około 220 stopni) ponad godzinę, aż biszkopt urósł i po wbiciu w niego patyczka szaszłykowego wyciągałam suchy patyczek, a nie oblepiony ciastem biszkoptowym. Biszkopt został na całą noc w piekarniku. Myślę, że dobrze, żeby był studzony właśnie w taki sposób - żeby nie wyciągać go nagle z ciepełka.

Wystudzony biszkopt pokroiłam na 3 części. Okruchy pozostawiłam do dekoracji. Przygotowałam nasączenie (wymieszałam wszystkie jego składniki). Każdą część biszkoptu dokładnie nasączyłam.

W garnuszku przygotowałam masę #1. Podgrzałam dżem i wrzuciłam do niego pokrojone w kostkę truskawki. Masę wystudziłam i rozsmarowałam na górze każdego z biszkoptowych blatów.

W misce przygotowałam masę#2. Ubitą śmietankę wymieszałam z serkiem mascarpone, białym serkiem, dżemem, cukrem. Gotową masę rozsmarować na masie #1. Troszkę masy zostawić dla rozsmarowania na boki tortu.

Trzy biszkoptowe blaty złożyć jeden na drugi. Resztką masy #2 wysmarować boki tortu. Tort ubrać truskawkami, biszkoptowymi okruchami, czekoladowymi listkami czy jak kto lubi.
U mnie wyszedł tak.

Tort należy przechowywać w lodówce.
Po zrobieniu tortu zabrałam się z chałkę dla Natalii. Podobno smakowała.

Moja sobota nie skończyła się na gotowaniu. Razem z przyjaciółmi wyskoczyliśmy na Mariensztat, na kiermasz książek i gazet.


Fajnie, że na takich imprezach myśli się też o najmłodszych.

Sobota obfitowała, jeszcze w wiele atrakcji: rozrywkowo-jedzeniowych. Ale o tym już w kolejnych wpisach.

środa, 26 maja 2010

Odłożone na później

Upał. Burza. Kostki lodu lecące z nieba. Powódź. Zimno. Słońce. Taką pogodę serwuje nam maj - przynajmniej na Stalowej. A mi się jakoś nie chce pisać. Odłogiem leżą rzeczy do załatwienia. Zdjęcia kolejnych potraw zalegają na dysku, a ja od soboty nie byłam w stanie sklecić sensownego wpisu. I przejadł mi się rabarbar - nie myślałam, że to możliwe. I chyba się lekko przeziębiłam - pffffff..... w maju.

Nadrabiając zaległości - proponuję przepis na karkówkę z mozarellą i bazylią.

Składniki dla 2 osób:
4 nieduże kotlety z karkówki
sól
pieprz
suszona bazylia (może być też świeża)
jedno opakowanie (kulka) mozarelli

Karkówkowe kotlety tłukę solę, delikatnie pieprzę i posypuję bazylią. Pozostawiam na kilka godzin (jeśli mam taką możliwość, a jeśli nie to od razu przechodzę do dalszej części przepisu). Smażę na patelni. Następnie układam w foremce do pieczenia. Na każdy kawałek karkówki kładę po 2 plasterki mozarelli posypane bazylią. Zapiekam w piekarniku. Myślę, że ze świeżą bazylią kotlety wyglądałyby jeszcze piękniej - ale ja akurat nie miałam krzaczka w domu.
Podałam z młodymi ziemniaczkami podsmażonymi z szynką i śmietaną. Pomysł na ziemniaki narodził się pewnego dnia, gdy znów po obiedzie zostało nam kilka niedojedzonych ziemniaków. Pomyślałam, że wcale nie chcę ich wyrzucać i następnego dnia powędrowały na patelnię - w plasterkach, podlane śmietaną 30% z kawałkami szynki - takiej, jaką akurat miałam w lodówce.

Innym pomysłem na wykorzystanie ziemniaków (tylko raczej nie młodych), które zostają nam po obiedzie jest założenie w zamrażalniku "kopytkowego woreczka". Do takiego woreczka wrzucam ziemniaki, które zostają mi po obiedzie(bo wciąż nie wiem ile należy ich obrać dla 2 osób). Gdy woreczek robi się pełny rozmrażam jego zawartość i robię kopytka.

A to moje koty urzędujące w moim miniogródku. Biały ma zakaz wchodzenia na balkon (bo skacze po barierkach)dlatego jest po drugiej stronie szyby.

sobota, 22 maja 2010

Między wyjściami kurczak

Wpadłam do domu na chwilkę - na obiad - między świętem kamienicy Wittów na Emilii Plater a zakupem podłogi do kuchni (a może nie - bo jeszcze nie zdecydowaliśmy) lub koncertami juwenaliowymi.

Kurczak ze szpinakiem w cieście francuskim
Składniki:
2 pojedyncze piersi kurczaka
20 dkg szpinaku
2 łyżki serka mascarpone
sól
pieprz
olej do smażenia
kawałek ciasta francuskiego - dwa paski szerokości około 5 cm - mogą być długie trójkąty
olej do usmażenia mięsa

Świeży szpinak blanszuję w osolonej i posłodzonej wodzie. Wykładam na deskę, kroję i wrzucam na patelnię - podsmażam i dodaje do niego serek mascarpone i doprawiam do smaku (sól, pieprz, cukier) - smażę do momentu aż ser się rozpuści. Odstawiam.

W filetach robię kieszonki, do których wkładam szpinakowy farsz. Mięso solę i pieprzę z zewnątrz. Kładę na patelnię z rozgrzanym olejem. Smażę z dwóch stron, starając się żeby jak najmniej farszu wyciekło na patelnię. Ciepłe kotlety kładę na ciasto francuskie i zawijam. Układam w blaszce (ja piekłam w formie do tarty, bo akurat była pod ręką) i wkładam do piekarnika. Piekę aż ciasto osiągnie złoty kolor. Przed podaniem na kotlety wylewam resztkę szpinakowego nadzienia (jeśli takowe zostało - a u mnie zostało).


Chciałam poinformować, że Praga przygotowuje się do NOCY PRAGI, która już 12 czerwca. W programie moc atrakcji. Bardzo ciekawy program przygotowuje Stowarzyszenie Nowa Praga - o wszelkich szczegółach poinformuję tu już wkrótce. A teraz lecę! Miłego weekendu!

piątek, 21 maja 2010

Francuskie z rabarbarem na powódź

Do Warszawy przybywa woda - z godziny na godzinę, z minuty na minutę. Wiadomo już, że ogromnych zalań nie będzie, że zwierzęta w zoo są bezpieczne, że wały najprawdopodobniej wytrzymają. Tysiące ludzi na obu brzegach Wisły obserwuje wodę. A ja piekę ciastka.

Piekę ciastka z dżemem z rabarbaru z suszonymi morelami, z serkiem mascarpone i malinami.
I żeby wszystko złożyło się w całość to na początek podaję przepis na dżem z rabarbaru z suszonymi morelami.
Składniki:
800 dkg rabarbaru - czyli po obraniu troszkę mniej
1/2 szklanki cukru
2 łyżki soku pomarańczowego
3 łyżeczki cukru waniliowego
1/2 szklanki pokrojonych w kostkę suszonych moreli

Rabarbar myję, obieram, kroję na kawałeczki. Sok wlewam na patelnię, podgrzewam i dodaję do niego cukier (oba). Pomysł z sokiem zaczerpnęłam od Polki (dziękuję) - wcześniej dżem ten robiłam na wodzie. Gotuję do uzyskania syropu wrzucam rabarbar i smażę jakieś 20 minut. Dodaję pokrojone morele i dalej smażę jakieś 10 minut. Zamykam w sparzonych słoiczkach, pasteryzuję. Część dżemu zostawiłam w miseczce - do ciasteczek.
Tak uzyskany dżem oraz maliny zamknięte w słoiku na zimę i serek mascarpone posłużyły mi do zrobienia najszybszych ciastek na świecie.

Ciastka francuskie z rabarbarem i malinami
Składniki:
1 rolka ciasta francuskiego
1 miseczka dżemu z rabarbaru z suszonymi morelami
1 słoiczek malin (mogą być też świeże)
pół opakowania serka mascarpone

Wyciągnęłam z lodówki ciasto francuskie i pokroiłam na prostokąty. Na każdy prostokąt nałożyłam pół łyżki serka i pół łyżki dżemu rabarbarowego. Gdy dżem się skończył, na reszcie ciastek zastąpiły go maliny. Z powodzeniem do tych ciastek można wykorzystać każde sezonowe owoce, myślę, że te w puszkach też. Tak przygotowane prostokąty ułożyłam na blaszce i wsadziłam do piekarnika na 10-15 minut - piekłam do momentu aż uzyskały złoty kolor.






Smacznego!

Ten przepis przesyłam do akcji:

wtorek, 18 maja 2010

Jak się nazywa wielka chałka?

Wszystko przez to, że jestem w gorącej wodzie kąpana i nie doczytałam instrukcji zaplatania. I zaplotłam sobie po swojemu.

Do rzeczy. W niedzielę postanowiłam zrobić chałkę - ot taką małą zwykłą chałkę - dla dwóch osób. Przepis podpatrzyłam u Anny-Marii. I mimo że Anna-Maria odsyła do Sweet art, jeśli chodzi o zaplatanie, to ja stwierdziłam, że przecież umiem i ze wszystkim dam radę.

Przepis na chałkę podaję za Kucharnią:
Składniki:
na ciasto:
500 g mąki - dałam troszkę więcej
łyżeczka soli
7g suszonych drożdży lub 30g świeżych drożdży (lub 7g suszonych)
1 łyżka cukru
2 jaja
3 łyżki cukru
200 ml mleka
40 g masła

na kruszonkę :
40 g mąki
25 g masła
1,5 łyżki cukru

dodatkowo :
1 żółtko
1 łyżka mleka

Mąkę wymieszałam w misce z solą. Drożdże rozpuściłam z łyżką cukru i 3 łyżkami mleka - odstawiłam na 10-15 minut - jak zwykle, żeby ruszyły. Jajka wymieszałam z cukrem. Masło roztopiłam i wymieszałam z mlekiem. Wszystkie składniki wlałam do mąki. Ciasto wyrabiałam około 20 minut. Ciasto odłożyłam do miski na 1,5 godziny, aby sobie wyrosło i wyrosło. Odgazowałam ciasto - wbijając w nie pięść kilkakrotnie. Podzieliłam ciasto na 5 części i uformowałam z nich wałeczki do warkocza. I tu zaczęły się schody z zaplataniem. Trzeba było zaplatać z trzech, a nie z pięciu. I tak sobie myślałam nad tą chałką, że dobrze, że nie mam córki, bo by mi dała popalić za takie cuda na głowie. Ale udało się.


DOKŁADNA INSTRUKCJA ZAPLATANIA JEST NA STRONIE SWEET ART!
Zaplecioną chałkę przełożyłam do blaszki i odstawiłam do wyrośnięcia na 1 godzinkę. Moja chałka podwoiła albo nawet potroiła swoją objętość. Posmarowałam ją żółtkiem rozbełtanym z mlekiem i posypałam kruszonką. Piekłam w temperaturze 190 stopni przez 30 minut.

Wyszła cudna - ale wielka! Prezentuje zdjęcie w blaszce. Jem ja do dziś - posmarowaną masłem ze szklanką mleka. Bardzo polecam!

poniedziałek, 17 maja 2010

Jarmark pod Grunwaldem...

...a Grunwald w Parku Praskim. Tak było w sobotę. W niedzielę chyba też, choć nie wiem, bo kapiący deszcz zatrzymał mnie w domu.

Rycerze i zbroje interesowały mnie mało - za to zrobiłam pełną dokumentację smakołyków i kilku drobiazgów wystawionych na Jarmarku Floriańskim. Na szczęście trafiliśmy na ładną pogodę. Kiełbasy pięknie prezentowały się w słońcu.












Na ostatnim zdjęciu dzielnie prezentuje się klacz z Galerii Boskiej.

W kuchni na Stalowej

Related Posts with Thumbnails