poniedziałek, 13 września 2010

Ząbkowskie wspomnienie

W jedną z wrześniowych niedziel na ulicach Ząbkowskiej i Brzeskiej mamy okazję spotkać niemal cały świat od Brazylii, przez Afrykę, Bałkany, Gruzję i inne, o warszawskiej Pradze nie zapominając. Każda brama, podwórko, to trochę inny świat. Inne zabawy, konkursy, muzyka i jedzenie. Nie będę pisała jak było, pokażę kawałek tego świata.











Chciałam opowiedzieć też o Święcie Saskiej Kępy, które odbyło się wczoraj, lecz niestety chyba nie ma za bardzo o czym opowiadać. Miałam wrażenie, że idąc Paryską wszędzie obijam się o snobizm. Najbardziej zaskoczona byłam lożą dla vipów pod sceną. Myślałam, że takie imprezy organizuje się dla mieszkańców, wszystkich mieszkańców...

Aby nie kończyć pesymistycznie to zakończę grzybowo. Grzybów u nas dostatek i w lasach (tak myślę), i na bazarkach. Dlatego zakupiwszy 25 dag podgrzybków i 25 dag maślaków przystąpiłam do octowania.
Grzybki w occie:
Zagotować grzyby 15-20 minut (woda, sól do smaku, cebula). Gorące grzybki wkładać do słoików i zalać wrzącą zalewą o składzie 1 część 10% octu, 3 części wody, ziele angielskie, 1/2 łyżki cukru. I zamknąć słoiki. Udało mi się zrobić 3 słoiczki - jeden z podgrzybkami, jeden z maślakami i jeden mieszany.

niedziela, 12 września 2010

Szybko i miodowo

Mam mało czasu i dużo planów kulinarnych na dziś. Przepisy, które chciałabym zaprezentować rosną w stosy. Zdjęcia czekają na obróbkę. A jestem jeszcze winna opowieść o imprezie na Ząbkowskiej i święcie Saskiej Kępy. Wszystko w swoim czasie.

Jesień sprzyja gotowaniu. A ja boję się, że uciekną mi ogórki, papryka i maliny na sok. Za oknem coraz chłodniej. Na rodzinnych spacerach łapiemy ostatnie chwile lata, słońca. Czekamy na złotą polską jesień i kasztany (podobno już zaczęły spadać?). A dziś prezentuję:

Skrzydełka w miodzie, z patelni
Składniki na 1 osobę - jeśli więcej osób to odpowiednio zwiększamy proporcje:
1 skrzydełko indycze lub 5-7 skrzydełek kurczaka
około 5 gram imbiru świeżego lub łyżka sproszkowanego
jedna duża łyżka miodu
jedna łyżka vegety
odrobina chili lub ostrej papryki
2 ząbki czosnku (ja nie dodałam)


Skrzydełka (u mnie z kurczaka)podzieliłam ostrym nożem na 3 części. Dwa większe kawałki odkładałam. Mniejsze wrzucałam do garnka. Na nich ugotowałam wywar: do garnka wlałam wodę, tak by przykryła skrzydełka, dodałam vegetę (tu nie podwajałam ilości - mimo, że robiłam skrzydełka dla 2 osób), miód, chili, imbir (u mnie sproszkowany, wcześniej w kubeczku zalałam imbir gorącą wodą na 15 minut i do wywaru dodałam samą imbirową wodę; proszek został w kubeczku, gdyż miał gorzki posmak), tu też dodajemy posiekany czosnek - ja nie dałam. Gotowałam na małym ogniu około 1 godzinę. Wywar przez sitko wlałam na patelnię. Gdy się zagotował włożyłam do niego większe kawałki skrzydełek. Gotowałam/smażyłam jakieś 30 minut, aby wywar odparował a skrzydełka były ładnie oblepione gęstą, miodową glazurą. Podałam z żółtym ryżem (ryż aby był żółty gotowałam z łyżką kurkumy).



Przepis dostałam od Mamy, i nie mam pojęcia skąd pochodzi. Jeśli ktoś go zna to proszę o informację skąd jest, chętnie ją umieszczę.

piątek, 10 września 2010

Uwalnianie i czar starych przepisów

Goście, goście, goście i tydzień uciekł. Było super. Udało mi się spotkać z ludźmi, których nie widziałam już bardzo długo, za długo. Wiele się wydarzyło też od mojego ostatniego wpisu. Udało mi się też być na wydarzeniach, o których pisałam, jak również na tych, o których nie pisałam (wybaczcie).

W ostatnią sobotę wybrałam się na łowy, przed tym porządkując zawartość mojej szafy. Podwórko przy 11 Listopada 22 wyglądało szałowo. I pogoda sprzyjała "Uwalnianiu łachów". Zabrałam ze sobą 2 torby ciuchów, które bez sensu zajmowały miejsce w mojej szafie. A wróciłam ze swetrami, bluzami i masą ciuchów dla Młodego.





Musicie przyznać, że podwórko wyglądało troszkę inaczej, niż w moim poprzednim wpisie. Gdy ja buszowałam w stosach ubrań i dodatków, mój brat oddawał się komórkowej fotografii (niestety aparat znów został w domu), za co mu dziękuję.

A co nowego kulinarnie... Rożki. I to wcale nie byle jakie rożki, bo Rożki babci Rózi, zaproponowane w sierpniowej Weekendowej cukierni przez Basię. Ja niestety w sierpniu nie dałam rady o nich napisać, ale były tak dobre, że nie chciałam ich też pominąć. Przepis podaję za Basią.

Składniki:
100 ml letniego mleka
5 dag drożdży
5 łyżek cukru
30 dag mąki
3 żółtka
15 dag masła
konfitura z róży lub dobre powidła (na nadzienie) - u mnie dobre powidła, śliwkowe (przyp. pj)
cukier kryształ (do obtaczania rogalików) - u mnie brak - bez cukru były dostatecznie słodkie (przyp. pj)

Mleko, drożdże i cukier wymieszałam i zostawiłam na kilkanaście minut, żeby drożdże podrosły. Po tym, wymieszałam je z żółtkami i wlałam do mąki wymieszanej z masłem (jesli zoltka sa duze, a masło miękkie ciasto potrzebuje dodatkowych 50g maki). Zagniotłam ciasto i włożyłam do głębokiego naczynia z bardzo zimną wodą (dobrze, że mieszkam w starej kamienicy i wodę mam naprawdę lodowatą). Czekałam aż ciasto wypłynie. No i kurcze nie wypłynęło. Przepis dalej mówił tak "jak nie wypłynie to wyjąć po około 20 minutach - zwykle wypływa, ale czasem nie chce :)". Ciasto wyjęłam z wody na omączoną stolnicę i podzieliłam na 8 części. Wałkowałam każdą z nich na placki grubości 2-3 mm. Każdy krążek dzieliłam na 12 trójkątów. Na szerszym końcu każdego kładłam troszkę powideł śliwkowych, zawijałam w rogaliki. Piekłam w temperaturze 170 stopni. Po upieczeniu każdy rogalik posmarowałam delikatnie białkiem. Cukrem kryształem nie sypałam, ale można. Wyszło 96 pysznych rogalików. Bardzo szybko zniknęły.

Basi serdecznie dziękuję za przepis. Muszę przyznać, że jest coś magicznego w tych starych przepisach. Piekąc rogaliki bujałam mojego syna, który spał w leżaczku na podłodze, koty leniwie zaglądały do kuchni, z pokoju dobiegała cicha muzyka. W rogaliki włożyłam powidła, kiedyś ugotowane przez moją mamę. Czekaliśmy na męża i tatę. W stuletniej kamienicy odnalazłam swój dom.

środa, 1 września 2010

Plany, plany, plany i cukinia

Można by pomyśleć, że powinnam mieć dużo wolnego czasu, bo od kilku tygodni siedzę w domu z Młodym. Łapię się jednak na tym, że czasu dla siebie nie mam prawie wcale i mało tego zapominam o rzeczach dla mnie ważnych i ciekawych.

Jak zawsze na bieżąco śledzę kilka internetowych portali kulturalnych, kilka blogów, zapowiedzi imprez. Nieraz zdarza się, że krzyczę do męża: "Za tydzień będzie...(tu wstawiam nazwę imprezy, wystawy itp.). Pójdziemy?" za każdym razem w odpowiedzi słyszę: "Jasne. Tylko nie zapomnijmy." I zapominamy... Dlatego od dziś o imprezach, na które planuję pójść wraz z moją rodziną będę pisała tu (za radą mojego męża). Dla mnie będzie to swoisty przypominacz, a może i Wy, drodzy Czytelnicy, chętnie się gdzieś wybierzecie.

Najbliższa sobota to jedno z moich ulubionych cyklicznych wydarzeń warszawskich: akcja "Uwolnij łacha". To wyjątkowa okazja na porządki w szafie i odświeżenie garderoby. Start o 12.00 na podwórku przy ul.11 Listopada 22. Dzisiejsza pogoda nie sprzyja tego typu akcjom, organizatorki pewnie drżą o sobotnią aurę, ale mój ulubiony portal pogodowy mówi, że w sobotę 18 stopni i bezchmurnie. A oto podwórko przy 11 Listopada 22.


11 września - kolejna sobota, to święto Saskiej Kępy - czyli stragany artystyczne i koncerty- można zajrzeć przy okazji spaceru. W programie koncertowym wielu ciekawych artystów m.in. Urszula Dudziak, Ewa Bem, Lora Szafran, Aga Zaryan. A to wszystko oczywiście na Paryskiej.

Kolejnym miejscem do odwiedzenia - tym razem w dowolnym terminie jest skrzyżowanie ulicy Armii Ludowej i Al. Niepodległości. A tam galeria warszawskich artystów, twórców XX wieku stworzona przez Piotra Janowczyka. Niemen, Osiecka, Bodo, Baczyński i 21 innych osób, a wszystko to w technice muralu. Moim zdaniem brzmi ciekawie.

Pozostając w dobrym nastroju chciałam wam zaproponować zapiekaną cukinię, na obiad, na kolację, ot tak!

Składniki:
3 nieduże cukinie
1 kulka mozarelli
30 dkg mielonego mięsa z indyka
sól
pieprz
bazylia
olej do smażenie

Cukinie przekroiłam na pół (wzdłuż) i jeszcze raz na pół (w poprzek). Z każdej powstały 4 łódeczki. Wydrążyłam nasionka (nie wyrzucałam ich, dodałam do zupy jarzynowej). Mięso indyka lekko podsmażyłam na patelni, doprawiłam solą i pieprzem oraz bazylią. Odczekałam aż trochę ostygnie i rozpoczęłam nakładanie. 12 cukiniowych łódeczek nadziałam mięsem, tak trochę z górką. Na każdą łódeczkę położyłam plasterek mozarelli. Łódeczki ułożyłam w naczyniu żaroodpornym i włożyłam do piekarnika na 20 minut w 150 stopniach.

Parada łososia

Wyglądam przez okno i nie da się ukryć, że na Pradze, na Stalowej jesień. Pamiętam ostatnie blisko czterdziestostopniowe upały i muszę powiedzieć, że wcale za nimi nie tęsknię. Wyciągnęłam z szafy jesienne ubrania i mam wreszcie okazję na założenie płaszcza, który dostałam od mamy. A w Warszawie jak zwykle wiele się dzieje, więc to czas na paradowanie w płaszczu. I można powiedzieć, że w niedzielę paradowałam dosłownie. A Parada odbyła się w ramach akcji "STO twarzy STOlicy".




Dziękuję za zaproszenia do zabawy w 10 ulubionych (od Dragonfly i Wojowniczej Wiewióry) oraz do Blog Day ( od Anny-Marii oraz od Amber). Niestety Blog Day skończył się jakieś 9 godzin temu, więc dziewczyny wybaczcie, że nie wzięłam w nim udziału. A do 10 ulubionych chętnie dołączę, tylko przemyślę sprawę.

A kilka dni temu miałam w lodówce łososia, a w głowie zero pomysłu na niego. Oczywiście na blogach bez problemu znalazłam rozwiązanie i inspirując się pomysłem Asi z Kwestii Smaku ugotowałam łososia z zieloną soczewicą i kaparami.

Składniki:
4 filety z łososia - bez skóry i ości
sól
pieprz
2 łyżki oliwy z oliwek
1/2 kubka rosołku drobiowego (w oryginale sos był na winie, ale ja nie miałam w domu akurat)
łyżka śmietany
4 łyżeczki kaparów
szczypta cukru

filiżanka soczewicy
sól i pieprz
ząbek czosnku
2 łyżki miodu
3 łyżki oliwy z oliwek

Soczewicę opłukałam, wsypałam do rondelka i zalałam wodą kilka cm powyżej soczewicy. Doprawiłam solą i pieprzem, czosnkiem, oliwą i zagotowałam. Gotowałam 20 minut i dodałam 2 łyżki miodu. Należy uważać aby nie rozgotować soczewicy.

Filety z łososia posypałam solą i pieprzem, wysmarowałam oliwą z oliwek. Ułożyłam na patelni i za radą Asi smażyłam 5 minut, przełożyłam na drugą stronę i smażyłam kolejne 4-5 minut.

W czasie smażenia filetów przygotowałam sos z kaparów. W garnuszku zagotowałam rosołek,dodałam masło i kapary. Smażyłam jakieś 3-4 minuty.

Ułożyłam soczewicę i łososia na talerzach i polałam rybę sosem.
Polecam!

poniedziałek, 23 sierpnia 2010

Wieczór - wspomnienie pierogów

Telefon od mamy, plotki z przyjaciółką, czesanie kotów i pisanie tak upływa mi wieczór pod nieobecność męża i podczas pierwszej części nocnego snu mojego dziecka. Przed chwilą spadł deszcz, do domu powpadały komary, słyszę ich uciążliwe bzyczenie. W sąsiedzkich oknach światła, zaczyna się pora zasłaniania zasłon, rolet, żaluzji. Każdy ucieka w domowe pielesze, we własną wieczorną ciszę. Może niektórzy już śpią, kogoś pewnie nie ma jeszcze w domu, inni jedzą kolację. Ja jeszcze pamiętam o obiedzie. O pierogach własnej roboty. Dziś było ich trzy rodzaje.

Pierogi ruskie - wg przepisu mamy mojego męża.

Pierogi z borówkami amerykańskimi i Pierogi z jagodowym serem

A było to tak. Przygotowałam ciasto na pierogi - tak jak na ruskie, bo w planach były pierogi ruskie. Farsz zrobiłam zgodnie z przepisem, tylko mniejszą porcję. W ten sposób zostało mi pierogowe ciasto. Do części ciasta włożyłam borówki amerykańskie. A drugą część nadziałam takim oto farszem.

Składniki
150 g białego sera
3 łyżki cukru
4 łyżki musu jagodowego - zmiksowanych borówek amerykańskich

Wszystkie składniki wymieszałam dokładnie i już. Taki farsz włożyłam do pierogów. Pierogi z borówkami amerykańskimi i Pierogi z jagodowym serem gotowałam razem, podawałam też wymieszane, i posypane jagodami. Mogą być też podawane ze śmietaną.

sobota, 21 sierpnia 2010

Sobota zaczyna się od śniadania

Sobota jest fajna, bo nikt nie idzie do pracy. Wreszcie jesteśmy we trójkę w domu, wreszcie jest czas na wspólne śniadanie.

Za oknem świeci słońce. A ja przygotowałam śniadanie do łóżka. Standardowo kawa z mlekiem i mniej standardowo placuszki serowe.

Składniki:
250 g białego sera półtłustego
125 ml mleka
2 jajka
pół szklanki mąki
łyżeczka proszku do pieczenia
2-3 łyżki drobnego cukru
można dodać cukier waniliowy i cynamon - u mnie bez tych dodatków
olej do smażenia
cukier puder do posypania po wierzchu

Wszystkie składniki mieszamy na jednolitą masę. Można użyć miksera, ale nie jest to konieczne. Nie przeszkadzają też grudki białego sera, ważne by nie było grudek mącznych. Łyżką nakładamy małe placuszki na rozgrzany na patelni olej. Smażymy z 2 stron. Usmażone wyjmujemy na talerzyk i posypujemy cukrem pudrem.


Dziś podałam placuszki z sosem jagodowo-malinowym. A sos przygotowałam z 2 łyżek malin (tyle miałam w lodówce), opakowania borówek amerykańskich, 2 łyżek mleka i łyżki cukru. Wszystkie składniki zmiksowałam razem. I gotowe.


Placuszki najlepiej podawać jeszcze ciepłe. A ja podałam na tacy, którą mój mąż kupił na giełdzie samochodowej w Słomczynie(!).

W kuchni na Stalowej

Related Posts with Thumbnails